Dwoje ludzi o zmierzchu

tak, aby być trochę. Dlatego idą 
wolniej; jest cicho; i pora, kiedy 

raz jeszcze, nie wiadomo który to już z rzędu, od- 
słania się w nim obraz, a raczej 

szczegół: 
               zadziwiające! Oto nieustannie żywy  z a p a c h 
lakieru (!) łódeczki z drewna, od ojca: trzyletnie 
dziecko, wyciąga ją z wody, unosi nad 
prążkowaną światłem płyciznę na plaży 
koło Helu bodaj, przytula, mokrą, do policzka by 
wdychać cudowny dlań 
zapach! 

i to trwa. 

Czyżby poprzez taki tylko (aż?) znak miało zapaść w niego 
w dzieciństwie i trwać po starość najbardziej 
dojmujące doznanie  o b e c n o ś c i  morza? 

Przez chwilę korci go, by podzielić się tym 
z nią, tu, teraz, lecz 
coś mówi mu: zachowaj 

                             * 
kobieta milczy 

jest zamyślona. Dzień mieli dobry raczej; 
przez całą łąkę płynął strumień, 
na jego dnie leżało światło. A potem jeszcze 
ujrzeli miejsce, gdzie z wielu przedmiotów (po dwa, 
po cztery) spamiętała jeden: 
                                              ostrze z metalu, 
ślad Gotów z północy, przemykających dołem  
tamtego wzgórza; tak im powiedziano (...) I 

kiedy to było? Zapewne 
rzecz jest cenna; bardzo. Droga skręca teraz, opada 
łagodnie, 

zapach dymu, palonych łodyg, nagły 
od pól 
czeka tam, 
gdzie byli wczoraj. 

Mężczyzna przystanął. Czuje lekkie zdrętwienie ręki 
lewej. „Usiądź na chwilę. I nie mów” jej głos 

otwiera jego oczy: ściemniało. Już wieczór 
i czuje się chłód od ziemi. 
         
Forma prezentowana w przeglądarce internetowej nie odzwierciedla dokładnie zapisu drukowanego. Zapraszamy do zapoznania się z oryginalnym układem literniczym dostępnym w postaci skanu - wyświetl plik PDF (w nowej zakładce)